Spis artykułów
Różne artykuły
To był beztroski czas
Wielkanoc moich wspomnień...
Ja swoje przedwojenne dzieciństwo spędziłem w Lublinie i w Warszawie. Wielkanoc chyba w całej Polsce obchodziło się podobnie, więc i moje wspomnienia niewiele różnią się od wspomnień żony.
W Lublinie w Niedzielę Palmową po święceniu palemek niektórzy połykali „kotki” (bazie), rzekomo dla zdrowia (to był taki przesąd).
Jajka moja babcia farbowała w łupinach cebuli i potem wydrapywało się na nich wzory, albo najpierw malowało się woskiem na jajkach, a dopiero potem farbowało. Szczególnie ładnie robiły to moje ciotki.
W Wielką Sobotę chodziłem do kościoła z koszyczkiem na święcenie pokarmów. W niedzielę rano chodziliśmy na rezurekcję. Potem na odpowiednio udekorowanym stole – obrus był lniany, haftowany przez moją ciotkę – było wszystko, co można postawić, żeby postało: jajka, ciasta najrozmaitsze, baranek, zajączki i kurczaczki z cukru i marcepanowe. No i wędliny.
W Warszawie za okupacji po rezurekcji strzelałem z kolegami z odpowiednio przygotowanych puszek, tzw. karbidówek. Huk był nie z tej ziemi (zależnie od wielkości puszki).
W poniedziałek wielkanocny polewałem wszystkich w rodzinie, a potem wychodziłem na ulicę, żeby polewać dziewczyny. Nie było wtedy żadnych dyngusówek. w domu chodziłem z kubeczkiem i chlapałem ręką, a na ulicy używałem małych buteleczek, o ile pamiętam ćwierćlitrowych. Jak chodziliśmy do ciotek, to używałem wody kolońskiej. Pamiętam, jak jednej ciotce raz nachlapałem w oko.
Zabawa w tłuczenie jajek była bardzo popularna. Pamiętam, że tłukliśmy je z kolegami i ekscytowaliśmy się, kto zbierze ich najwięcej.
Pamiętam też z dzieciństwa te karuzele i huśtawki, przygotowywane domowym sposobem przez gospodarzy dla swoich dzieci i ich kolegów.
To wszystko, co pamiętam, bo jako chłopak mało interesowałem się przygotowaniami do świąt i świętowaniem.
tekst mojego Ojca
© 20002021 barbara Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved Strona nie zawiera cookies